Na działce, obok mojego domu stoi szopa. Była to druga rzecz, po płocie, którą postawiliśmy krótko po zakupie tego miejsca.

("My" w tym blogu będzie zwykle oznaczało "ja i Alicja")

Od samego początku wiedzieliśmy że chcemy zbierać wodę deszczową. Deszczówkę warto zbierać wszędzie, ale tutaj gdzie mieszkamy, w północnej Wielkopolsce jest to szczególnie ważne, bo jest to jeden z najszybciej wysychających regionów w kraju.

Zdjęcie szopy czy też altanki w słoneczny
dzień. Altana ma białe ściany i czerwony dach. Widać jedno okno z otwartą
okiennicą i zamknięte drewniane drzwi. Przed ścianą altany stoją dwie duże
niebieski beczki na podwyższeniu z białych pustaków. Pionowa rura z rynny
prowadzi do jednej z beczek.

System który zbudowałem opiera się na dwóch 200 litrowych beczkach. Znalazłem je na OLX, sprzedawała je firma zajmująca się produkcją soków owocowych. Chciałem kupić więcej, ale nie zmieściły mi sie do auta. Ostatecznie kupiłem trzy, dwie poszły na deszczówkę, a trzecia na gnojówkę z pokrzyw.

Zbliżenie na dwie niebieskie plastikowe beczki.
Widać że do ich dolnych części przymocowane są krany. Beczki przykryte są
deskami i kawałkiem dachówki.

Beczki ustawiona są na postumencie z betonowych klocków które też udało mi się kupić z drugiej ręki. Połączone są przepustem uszczelnionym silikonem, dodatkowo skręciłem je dla lepszej szczelności połączenia. Rura z rynny prowadzi do pierwszej beczki, i kiedy ta się napełni, nadmiar przelewa się do drugiej.

Zdjęcie wnętrze beczki, poziom wody sięga
wywierconej w ściance dziury którą woda przelewa się do kolejnej beczki.

Żeby móc napełniać konewki wodą z beczek, na każdej z nich blisko dna zamontowane są krany. Krany kupiłem w lokalnym budowlanym. Miałem to szczęście że w moim zestawie otwornic była akurat taka o dokładniej tej samej wielkości co rurki kranów. Zawsze jestem pozytywnie zaskoczony kiedy odkrywam istniejące standardy, takie jak otwornice pasujące do rur, albo pokrywki pasujące do garnków. Rurki z tyłu kranów są nagwintowane, więc można je przykręcić nakrętkami w tym samym standardzie, chyba półcalowym. Łączenia są uszczelnione gumowymi uszczelkami i silikonem.

Do wylewów kranów przykręcone są typowe połączenia dla węży ogrodowych. Krótkie odcinki węży z szybkozłączkami ułatwiają nalewanie wody.

Ponownie widok beczek, tym razem pod kranem
jednej z nich stoi zielona plastikowa konewka.

Rynny i pionowa rura są z marketu budowlanego. Sama rura nie jest do niczego przykręcona, jej położenie zablokowane jest kamieniami położonymi na dnie beczki.

Zbliżenie na plastikową rurę połączona z
kanałem spustowym plastikowej brązowej rynny.

Problematyczne było zamontowane rynien w odpowiedniej odległości od ścian, ta szopa ma na całym obwodzie niewielkie daszki wychodzące poza ściany, więc musiałem zastosować łączniki budowlane i dystanse z desek które akurat miałem pod ręką.

Zdjęcie od spodu mocowania rynny do ściany.
Widać drewniane dystance odsuwające rynne od ściany tak żeby wychodziła poza
obręb dachu.

Mogłem kupić gotowy zestaw do zbierania wody, ale po co? Lepiej i fajniej jest kupować rzeczy używane i wykorzystywać je ponownie, ratuje to je przed wysypiskiem. A i satysfakcja jest większa.

Jak sprawdza się ta konstrukcja? Co tu dużo mówić, działa, zbiera wodę, wodę przelewam do konewek i podlewam rośliny. Ta szopa ma około 10-12m2 powierzchni, i po dobrym, długotrwałym deszczu jedna beczka napełnia się czasem i do 3/4 wysokości.

Całość łącznie z beczkami kosztowała mnie około 400 złotych o ile dobrze pamiętam, było to już ze trzy lata temu.

Jest to pierwszy post o rozwiązaniach na mojej działce. Będzie takich więcej, pisąc ten wpis co najmniej trzy razy pomyślałem "o, o tym też muszę napisać więcej".

Dzięki! Przypominam że można do mnie napisać maila lub poprzez Fediverse.