Początek września spędziłem nad Bałtykiem, w Ustce, i korzystając z tej okazji, pojechałem na wycieczkę śladami pierwszych polskich morskich farm wiatrowych (zwanych w skrócie offshore).

Można powiedzieć, że energetyka wiatrowa na Bałtyku to mój nowy temat fascynacji, a teraz czas na to jest idealny, bo w lipcu nastąpił rozruch pierwszego polskiego offshoru, fermy Baltic Power. Instalacja ta znajduje się w morzu około 23km na północ od Łeby, i docelowo będzie produkować do 1.2 gigawatów czystej energii elektrycznej. Dla porównania, maksymalna moc Elektrowni Bełchatów to ponad 5GW.

Od lipca trwa rozruch Baltic Power, turbiny dostarczają już pierwszy prąd do sieci, ale na ten moment wciąż trwają testy i ferma nie doszła do maksymalnej mocy.

Aktualną produkcję można śledzić na Energetycznym Kompasie, najwyższą wartość jaką widziałem to było około 250MW.

Oprócz Baltic Power trwa też budowa innych projektów polskiego offshore, farm Baltica 2 i 3, Bałtyk II i III, oraz BC Wind. Do 2030 powinniśmy mieć ponad 6GW mocy w morskiej energetyce wiatrowej, czystej i odnawialnej energii. Offshore jest na tyle ważny, że nad Bałtykiem najbardziej wieje jesienią i zimą, kiedy słońca jest najmniej, więc morskie wiatraki będa naturalnym uzupełnieniem dla fotowoltaiki.

Wracając do stanu aktualnego, w pierwszych dniach urlopu pojechałem do Łeby, mówiąc prosto, zobaczyć co uda mi się zobaczyć.

W porcie znalazłem budynki zaplecza technicznego poszczególnych projektów farm, oraz statki do ich obsługi.

Dwa pudełkowate budynki należące do
spółki Orlen. Przed nimi, na nabrzeżu portu stoją dwa pomarańczowe
dźwigi-żurawie do załadunku ładunków na statki.

Dwa budynki o nieco ściętych dachach i
pomarańczowych ścianach szczytowych. Stoją przy nabrzeżu portu.

Trzy duże statki, czerwony, zielony i
niebieski, dwa stoją zacumowane do nabrzeża, trzeci właśnie wpływa.

Z portu dotarłem na falochron, i mym oczom ukazał się las. Las turbin wiatrowych. Ukazał się to może dużo powiedziane, było je ledwo widać na horyzoncie. Ale byłem przygotowany, wziąłem statyw i teleobiektyw. 200mm ogniskowej na matrycy mikro 4/3 wystarczyło żeby je w miarę złapać. Źródła podają że turbiny mają "w najwyższym punkcie 260m razem z fundamentem", ale nie wiem czy to oznacza wysokość do gondoli czy do czubka górnej łopaty.

Pogoda była słaba, mżawiło, a same turbiny ginęły w morskiej bryzie. Udało mi się zrobić parę zdjęć. Chciałem nakręcić krótki film, ale było na to za jasno, a nie miałem ze sobą filtra ND.

Statek widoczny w oddali na morzu,
przed nim, na pierwszym planie widać koniec falochronu z latarnią. Na
falochronie kormoran suszy rozpostarte skrzydła.

Na horyzoncie morza widać szereg turbin
wiatrowych, ich szare sylwetki zlewają się z wodą i niebem.

Na horyzoncie morza widać szereg turbin
wiatrowych, ich szare sylwetki zlewają się z wodą i niebem.

Zadowolony że udało mi się zobaczyć pierwszy polski offshore na własne oczy, uznałem że jeszcze mam czas na zmianę miejsca i drugie podejście. Pojechałem więc dalej na wschód, skąd podobno był lepszy widok na wiatraki. Dotarłem do miejscowości Osetnik, tam zaparkowałem, i ostatnie kilka kilometrów pokonałem spacerem przez las. Na plażę dotarłem niedaleko latarni morskiej Stilo.

Tam pogoda była znacznie lepsza, i turbiny były oświetlone bezpośrednim słońcem, przez co lepiej wyróżniały się na tle nieba. Uchwyciłem też statki obsługi, pracujące nad ich montażem i konserwacją.

Na horyzoncie morza widać szereg turbin
wiatrowych, oświetla je słońce i białe słupy są wyraźnie widoczne na tle
nieba.

Na horyzoncie morza widać szereg turbin
wiatrowych, oświetla je słońce i białe słupy są wyraźnie widoczne na tle
nieba.

Na morzu widać dwa statki, jeden
wyglądający normalnie jak statek, a obok niego holowana platforma ze słupami i
dźwigami.

I niejako przy okazji, udało mi się udowodnić że Ziemia jest okrągła. Wiatraki są na tyle daleko, że ich dolne części znikają za krawędzią Ziemi, a łopaty śmigieł wyglądają jakby zatapiały się w morzu. Szach mat antyszczepionkowcy.

Brałem pod uwagę pojechanie jeszcze na plac budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej (dzieje się w polskiej energetyce!), ale na to już jednak było za późno, miałem obowiązki do zrobienia. Następnym razem.

Na betonowym postumencie ze
schodami stoi bardzo mały statyw z aparatem z teleobiektywem, obok leży plecak
przykrytą koszulą w kratę. Tak wyglądał mój zestaw do fotografii. Betonowy blok który wykorzystałem jako podstawę pod statyw okazał się być pozostałością buczka mgłowego przy latarni morskiej

I to by było na tyle, kolejne posty już są w planach.

Dziękuję bardzo za miłe i ciekawe maile jakie od was otrzymałem, one dużo dla mnie znaczą <3

Do następnego!