Jest to kolejny wpis który można zacząć słowami "w końcu zebrałem się za coś co planowałem od miesięcy".

Tak też było z domową hodowlą boczniaków. Dlaczego w ogóle chciałbym hodować grzyby w domu? Bo lubię ich smak, są wegańskie, w sklepach są drogie, i jest to dla mnie kolejny eksperyment z relatywną samowystarczalnością. Oczywiście ważne jest tutaj słowo "relatywna", bo wciąż muszę je kupić i muszą mi zostać wysłane, ale z drugiej strony, jak już są, to mam kilka tygodni regularnych zbiorów. Ale od początku.

Warunki hodowli

Balot z grzybnią kupiłem na Allegro. Balot jest to blok materii organicznej, z tego co widziałem mieszanka słomy i zrębków, zaszczepiony grzybnią, namoczony w wodzie i owinięty folią z naciętymi otworami. Ten który ja kupiłem ma mniej więcej rozmiar walizki podróżnej, i przyjeżdża już przesiąknięty wodą, wystarczy go postawić i czekać.

Problemem jest miejsce do trzymania takiego balotu. Według opisu, optymalne warunki do hodowli to 10-16C i wysoka wilgotność. Nie są to warunki optymalne dla człowieka, więc pod biurkiem go nie potrzymasz. Najlepsza byłaby piwnica, ale ja takiej nie mam, zostaje mi szopa w ogrodzie. Tylko że latem nagrzewa się do ponad 40C, co nie sprawia przyjemności chyba żadnemu grzybowi (są tutaj jacyś mikolodzy?). Więc zastosowałem rozwiązanie temporalne, czyli poczekałem na jesień aż temperatura sama spadnie do lepszych poziomów.

Zdjęcie balotu, bloku słomy i zrębków,
owiniętego folią, z którego wyrastają jasne grzyby.

Po dwóch tygodniach od dostawy zaczęły pojawiać się pierwsze grzyby. I powiem tak, żeby iść w domową hodowlę grzybów, trzeba albo bardzo lubić boczniaki i akceptować monotematyczną dietę, albo znać dużo ludzi do rozdawania plonów, bo owocniki jak już zaczną to rosną bardzo szybko. W ciągu pierwszych 10 dni wyrosło nam ponad 2 kilogramy grzybów, i balot powinien dawać plon jeszcze przez kilka tygodni.

Trzymam w ręku wielką kepę boczniaków,
znacznie większą od mojej dłoni.

Co oznacza, że już nam się ta inwestycja zwróciła. W sklepach boczniaki zwykle kosztują około 8zł za 250g, więc po tych cenach "wyprodukowaliśmy" już grzybów za prawie 70zł w pierwszych tygodniu, a balot kosztował 50zł. Profit, można powiedzieć.

Jak to jeść

Mamy już stos boczniaków, co można z nimi zrobić? Wszystko! Ja lubię boczniaki po prostu usmażyć na patelni i zjeść saute, albo też wsadzić je do bułki z keczupem. Tak, mam prosty gust xD. Mamy to szczęście, że babcia Alicji wciąż hoduje kury tradycyjnie, na faktycznie wolnym wybiegu, czyli całym gospodarstwie, i dostajemy od niej jajka, więc opcją śniadaniową jest jajecznica z boczniakami.

Zdjęcie patelni z jajecznicą, jest
więcej boczniaków od jajek.

Jadłonomia ma dużo przepisów na wegańskie dania z boczniaków, moim ulubionym są flaczki z boczniaków (pozdrawiam wściekłych purystów językowych). Idąc dalej, Wegan Nerd ma przepis na skrzydełka z boczniaków. Opcji jest naprawdę dużo, boczniaki to uniwersalny składnik. Muszę sprawdzić czy można je ususzyć jak grzyby leśne.

Garnek w którym gotują się flaki z
boczniaków, zupa wygląda jak typowa zupa warzywna, ale widać pływające grzyby.

Sic Transit Gloria Funghi

(powyższy tytuł wpadł mi do głowy i musiałem go użyć). Kończąc, chciałem dodać że po tym jak zbiory skończą się, balot wyląduje w kompoście, i jestem ciekaw co z tego wyjdzie, czy będzie szansa na to że kiedyś grzyby zaczną pojawiać się na grządkach? Zobaczymy.

I to by było na tyle, jeżeli masz warunki i chęć, to polecam spróbować, jest to doświadczenie.