Skończyłem niedawno czytać książkę Finding Lights in a Dark Age autorstwa Chrisa Smaje, angielskiego akademika zajmującego się tematyką agraryzmu, i właściciela niewielkiego gospodarstwa.

Okładka książki Finding Lights in
a Dark Age stojącej na drewnianym parapecie, za oknem widać deszczowy ogród

Tytułowe Dark Age to niedaleka przyszłość, w której według przewidywań Chrisa katastrofa klimatyczna i spowodowane przez nią kryzysy społeczne i polityczne spowodują że nie będzie możliwe życie według starych zasad i hierarchii. Książka zaczyna się cytatem z Völuspá, jednego z poematów Eddy, zbioru wikińskiej poezji i mitologii. Mówi on o Ragnaroku, zmierzchu bogów, czasie topora i wilka (patrz Saga o Wiedźminie, w której to Andrzej Sapkowski również nawiązywał do tego tematu).

Chris Smaje przewiduje że w czasie nadchodzącego polikryzysu nie będzie już możliwości istnienia dużych struktur społecznych, takich jak państwa. Zniknie także wielkoobszarowe, wysokoenergetyczne rolnictwo oparte na paliwach kopalnych i produkujące dla długich, globalnych łańcuchów dostaw, ponieważ nie będzie ani paliw, ani, ponownie, struktur, dla wysyłania produktów na wielkie odległości. Z tego powodu spadnie także rola i populacja miast, gdyż nie będą w stanie być wykarmione tak jak teraz, pożywieniem dostarczanym z odległych miejsc wyspecjalizowanych w jego produkcji. Wraz z zanikiem władzy centralnej znikną również usługi społeczne, a zwiększy się rola lokalnych społeczności. Podsumowując, świat oparty na produkcji wysokoenergetycznej, wyspecjalizowanej, globalnej, opartej na paliwach kopalnych, przestanie istnieć bo nie będzie możliwości jego utrzymania.

Wiemy już czego nie będzie, ale co może być? W kolejnym rozdziałach Chris rysuje na wpół optymistyczną wizję co można zrobić żeby nadchodzące wieki ciemne stały się ostatecznie akceptowalnymi, a nawet przyjemnymi warunkami do życia. Opisuje on świat radykalnie dewzrostowy, lokalny i odżywalny. Struktury polityczne i społeczne jakie będą w tym nowym świecie mogą pójść według autora w dwie strony, albo lokalnych tyranicznych i agresywnych państewek, lub "systemów słonecznych", niewielkich lokalnych ośrodków administracji otoczonych na wpół autonomicznymi peryferiami. W każdym razie, "władza" nie będzie sięgać dalej niż gmina lub kilka gmin, wzrośnie więc rola lokalnego samostanowienia. Chris pokazuje tutaj przykłady z prawdziwego życia, opisując lokalne samorządy w swojej okolicy, i jak ich rozwiązania będzie można zastosować w nowym, świecie.

Idąc dalej, według Chrisa, podstawową komórką społeczną w nadchodzących ciemnych wiekach będzie ponownie gospodarstwo rodzinne, w większości samowystarczalne, i współpracujące z okolicznym podobnymi siołami, oparte na niskoenergetycznym rolnictwie. Zaniknie przez to potrzeba wielu dzisiejszych zawodów, takich jak bankowcy, prawnicy, czy programiści (to ja!), a wrócą zawody na wpół zapomniane, jak kowale czy bednarze. Książka kończy się historią z roku 2100, kiedy to daleki potomek Chrisa ucieka z Londynu, miasta upadającego i toczonego przez problemy (opis trochę przypomina Children of Men), i wędruje przez rolniczy teren południowej Anglii, pełen właśnie takich samowystarczalnych gospodarstw, docierając w końcu do swojej odległej rodziny, gdzie odnajduje spokój ducha jako pracownik na roli, żyjąc wśród bliskich i lokalnej samorządności.

Tyle o jej treści (jest to oczywiście duży skrót, parę tematów pominąłem), a co uważam ja? Zgadzam się z Chrisem że aktualny świat jest nie do utrzymania na dłuższą metę, z prostego powodu że nie da się utrzymywać nieskończonego wzrostu na planecie o skończonych zasobach, i kiedyś w końcu przyjdzie nam oddać zaciągnięte długi. Uważam, że Chris mimo wszystko miejscami jest zbyt optymistyczny, zbyt wiele rzeczy będzie musiało ułożyć się dobrze żeby nie popaść w wieki naprawdę ciemne, w dosłowny czas ognia i topora. Chyba po prostu pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie tak źle jak się obawiamy. W nawiązaniu do mojego ostatniego wpisu o książkach, czy ta książka też jest solarpunkowa? Ostrożnie odpowiem, że raczej nie, solarpunk bardziej, przynajmniej moim zdaniem, opiera się na odżegnaniu od kryzysu poprzez pozytywne działania, podczas gdy Chris Smaje zakłada, że kryzys jest nieunikniony i jedyne co możemy zrobić to łagodzić jego skutki dla siebie, swoich bliskich, i swojej społeczności. Zgadzam się z autorem że w dotkniętej bardziej niż teraz katastrofą klimatyczną przyszłości wzrośnie rola lokalności i lokalnych społeczności. A może po prostu jest to moja nadzieja, jako człowieka szukającego wiecznie swojej społeczności? Ostatecznie chciałbym żeby przyszłość wyglądała bardziej jak to co opisuje Chris, niż jak chociażby seria Fallout.

Na pewno chcę tę książkę polecić wszystkim zainteresowanym tematyką katastrofy klimatycznej, dewzrostu, energy descent i powrotu do lokalności. Ale z góry muszę uprzedzić, autor jest akademikiem i to widać, styl jest dość trudny, zdania są długie i wielokrotnie złożone, nie jest to łatwa lektura. Ale myślę że warto.

Chris prowadzi bloga na https://chrissmaje.com/. Ostatnio opublikował on swoje własne podsumowanie Finding Lights in a Dark Age, warto się również z nim zapoznać.